Ciesz się biedą!

Kraj: Holandia
Rok produkcji: 2008
Czas trwania: 90 minuty
Język: Polski lektor

Kulisy działań organizacji humanitarnych, w których interesie leży podtrzymywanie biedy w krajach Afryki. Młody dziennikarz z Holandii, Renzo Martens, zwrócił uwagę na sytuację panującą w Demokratycznej Republice Konga. Kraj ten od 1996 roku niszczony był przez wojnę domową, która pochłonęła około 3 milionów ofiar. Od kilku lat na terenie Konga stacjonują siły ONZ oraz organizacje humanitarne starające się zaprowadzić porządek i pokój.

Martens dołączył do jednej z lokalnych społeczności i rejestrował powojenne życie mieszkańców. Jego obserwacje są wstrząsające. Zdaniem dziennikarza Bank Światowy udziela Kongu pożyczek w zamian za zgodę na wydobywanie diamentów. Organizacje humanitarne rozdają żywność, ale większość ich budżetu pochłaniają wydatki na utrzymanie urzędników. Biali farmerzy zakładają gigantyczne plantacje, gdzie zatrudniają Afrykańczyków jako tanią siłę roboczą. Nawet Lekarze bez Granic czerpią zyski z pracy w regionie, gdzie życie ludzkie nie ma żadnej ceny.

Martens stara się zachęcić młodych mieszkańców Konga do przeciwdziałania wyzyskowi i przyciągnąć uwagę mediów. W sercu dżungli instaluje neon z napisem: „Ciesz się biedą!”. Jednak z biegiem czasu jego akcje stają się coraz bardziej niejednoznaczne. Rodzi się pytanie, czy również on nie zamierza zdobyć sławy kosztem ludzkiego nieszczęścia.

Film był pokazywany na IDFA 2008 (film otwarcia), Thessaloniki DFF 2009, Hot Docs Toronto FF 2009 oraz PLANETE DOC REVIEW 2009.

1_52.jpg (30 KB) 2_27.jpg (35 KB) 3_36.jpg (39 KB) 4_15.jpg (38 KB)

Pobierz:

http://hotfile.com/dl/38838551/28b7a3e/ciesz_sie_bieda_xvid.part1.rar.html
http://hotfile.com/dl/38847123/3cf7729/ciesz_sie_bieda_xvid.part2.rar.html
http://hotfile.com/dl/38852467/ada7a43/ciesz_sie_bieda_xvid.part3.rar.html

    « Pobierz film wygodnie »
    używając JDownloader lub FreeRapid Downloader »

    Komentarze

    • szaricco napisał(a) dnia 04 sty o godz. 01:04

      niezwykły !
      kop w dupe dla „pozarządowych” organizacji.

    • ella napisał(a) dnia 30 sty o godz. 00:44

      Straszna prawda, że dając pieniądze organizacjom pomocy wcale nie trafia tam pomoc! Organizacje tylko się bardziej bogacą! A tam dalej jest bieda. „Ich ubóstwo to surowiec dla tych firm”.

    • jazim napisał(a) dnia 05 lut o godz. 00:38

      Scena z „lekarzami bez granic” była dobijająca. Nawet oni … Nie mam już złudzeń.

    • Michał napisał(a) dnia 08 lut o godz. 23:27

      Niesamowity, wstrząsający i przede wszystkim gorzki. Widać jasno i wyraźnie do kogo trafia tzw. „pomoc humanitarna”. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, że tak naprawdę wszystkie apele o pomoc dla krajów Afryki czy dla ofiar po niedawnym trzęsieniu ziemi na Haiti, nie są w stanie zbyt wiele zmienić. Nie zmienią na pewno długoterminowej sytuacji tych ludzi, co najwyżej umilą im życie przez kilka chwil tak jak przedstawiony pod koniec filmu obiad. Wielki szacunek dla ludzi takich jak autor filmu, świadomych, że szansą może być edukacja ludzi i pokazanie im możliwości czerpania korzyści z własnej biedy.

    • Kamila napisał(a) dnia 14 lut o godz. 16:53

      Tak, film otwiera oczy

    • Qavtan napisał(a) dnia 19 mar o godz. 22:53

      Polecam.

    • Irokezik91 napisał(a) dnia 24 sie o godz. 18:06

      Rzeczywiście w pewnym momencie człowiek zaczyna się zastanawiać po której stronie stoi autor filmu. Najbardziej zastanowiło mnie to przypinanie logo do ubrania dziecka, nie bardzo wiem jak to rozumieć…

    • sebaforce napisał(a) dnia 08 wrz o godz. 21:22

      Mam nieco inne zdanie nt. tego dokumentu (podkreślam „dokumentu”, nie organizacji pozarządowych). Przede wszystkim pan Renzo Martens powinien zastanowić się, jakie szanse powodzenia ma jego „projekt”. Bo wyruszając do dżungli właśnie takie pytanie powinien sobie zadać. Mówienie ludziom, że mogą porzucić łowienie ryb, by zacząć robić zdjęcia za 1000 USD, rozbudzanie w nich nadziei, by powiedzieć później „Ciesz się biedą, bo nic się jednak nie zmieni” to – oględnie mówiąc – nieporozumienie. Jego „projekt” jest romantyczną wizją bez żadnego zaplecza, bez żadnego pomysłu i szansy na realizację. To trochę tak, jakby zachęcać dziecko, by zostało kosmonautą, by powiedzieć później: „Wiesz, z tym lotem w kosmos to była taka zabawa. Przecież jesteś taki chorowity. Ale przecież możesz zostać kimś innym – możesz zaakceptować siebie”. Moje wątpliwości budzi również próba (znowu „próba”, „projekt”, „wizja”) traktowanie biedy jako „surowca naturalnego” – jeśli ktoś ma wątpliwości dlaczego, polecam obowiązkową lekturę Naomi Klein „Doktryna szoku”. I na zakończenie: Mój stosunek do filmu najlepiej podsumowują słowa mieszkańca jednej z takich „wiosek” z innego dokumentu – „Biali przyjeżdżają tutaj z karabinami i Biblią”. Jak dla mnie, Renzo Martens przyjechał z biblijną wizją ubóstwa i tu właśnie przesadził.

    • ubikxxx napisał(a) dnia 06 lut o godz. 00:21

      Najlepsza recenzja tego filmu (niestety nie moja) :
      „Film prowokacja, swoisty happening. Renzo Martens, z urody wypisz wymaluj Klaus Kinski, holenderski dziennikarz udaje sie z kamerą do Konga i próbuje z potwornej biedy jaka panuje w tym kraju, uczynić dobro narodowe. A dlaczegóż by nie? – wydaje się pytać, skoro przychody z darów pieniężnych, płynących z calego świata na biedne kongijskie dzieci, przewyższają znacznie dochód z rocznego eksportu złóż mineralnych. Czy warto więc rządzącym starać się o poprawę bytu, a co za tym idzie i świadomości, narodu, który mają pod swoją pieczą i który mogą niewolniczo wyzyskiwać na plantacjach i kopalniach bogaczy, mających takie czy inne powiązania z ludźmi trzymającymi wladzę?
      Widzowie, którzy w porę nie przejrzą przewrotności Martensa mogą odnieść wrażenie niemoralności dziennikarza – jego perfomance z neonowym napisem „ciesz się biedą”, budzi początkowo niesmak. Jak to? UJak można cieszyć się biedą? Z biedą – tak zawsze nas uczono, należy walczyć, a Jolanta Kwaśniewska, kiedy jeszcze nie była prezydentową rzekła w jakimś wywiadzie nieopatrznie, że biedy należy się nawet wstydzić A tu nagle peany na cześć biedy. No tak, wydaje się mówić Martens – skoro przynosi ona takie dochody państwu tylko dlatego, że jest, to dlaczego się z niej nie cieszyć? A na uboczu dodaje, że 70% kwoty pochodzącej z darów, wraca do darczyńców (tylko nie mówi w jaki sposób to sie dzieje), bo dobro darczyńcy liczy sie najbardziej. Nie od dziś przecież wiadomo, że datki pieniężne wiele nie zdziałają w krajach III świata, są one z miejsca rozdrapane, przez ludzi którzy mają do nich bezpośredni dostęp. Skuteczna pomoc to budowanie szkół, czyli wykształcenie, co za tym idzie zmiana świadomosci i umozlwienie dostępu rdzennym mieszkańcom do administracji, do zarządzania firmami, uczynienie ich właścicielami majątku kraju, w którym mieszkają. I teraz pytanie „czy to jest możliwe?, czy biały człowiek kiedykolwiek zrezygnuje dobrowolnie ze swej władzy i afrykańskiego dobrobytu? Czy tylko wykurzenie siłą białych sprawi, by czarny nie był niewolnikiem na swej ziemi?

      Jest taka jedna świetna sekwencja, która może powalić wątpiących, że film jest rodzajem happeningu, mającym ukazać hipokryzję białych ludzi. Otóż Martens odkrywa w jakimś kongijskim mieście małą usługową firemkę – dwójka chłopaków robi i sprzedaje później ludziom zdjęcia z imprez okolicznościowych – są to imprezy radosne, jakieś rodzinne święta itp. Martens uświadamia tych młodych, że o wiele lepiej mogą zarobić robiąc i sprzedając mediom zdjęcia umierających biednych dzieci. Zabiera ich do jakiegoś przytułku, tam inscenizuje sytuacje żywcem takie, nad jakimi płacze cały nażarty Zachód, a więc – wielkie brzuszki, chudziutkie kończyny. zaropiałe oczy, muchy łażące po wychudzonych maleńkich twarzach, które wyglądają jak twarze starców, umęczone błagalne spojrzenia, albo zupełnie zobojętniałe. Ok, zdjęcia wychodzą super! Po czym z Martensem przeprowadza ostrą rozmowę jeden z lekarzy bez granic, uświadamia on bezczelnego Holendra, że robienie takich zdjęć przez Kongijczyków jest niemoralne. A jakie jest w takim razie robienie takich zdjęć i zarabianie na nich przez białych fotografów? A to co innego – odpowiada pan doktor – biały fotograf, przyjeżdza tu po informację. Czyli zdjęcie wykonanego przez czarnego nie niesie żadnych informacji, nie może być źródłem zarobku, mimo, że wygląda tak samo, jak zdjęcie bialego, który zarobi na nich krocie i na dodatek moze zyskać międzynarodowa sławę.

      Marten załatwia także w swym filmie kwestię dokarmiania biednych Afrykanów przez przybyłych dziennikarzy – owszem, na zakończenie swej wędrówki częstuje zaprzyjaźnioną wygłodzoną rodzinę garnkiem warzyw z rybą i drugim garnkiem z mięsem. Rodzina wcina aż jej się uszy trzęsą, a wokół pełno gapiów, którzy przełykają śline. Niestety, choćby nie wiadomo jakie miękkie serce miał fotograf, może on nakarmić jedynie swych modeli, reszta Afryki i tak pozostanie głodna.

      W tym okrutnym, brudnym filmie pojawia się jedno piekne, wręcz poetyckie, zdjęcie – jest wieczór, rzeka Kongo, a po niej płynie łódź z neonowym napisem „Enjoy Poverty” – klimat niczym z „Jądra ciemności” – nigdy nie będzie porozumienia między białym władcą i czarnym poddanym, a w tle piosenka J. Brela o wierze w miłość między ludźmi która przenosi przysłowiowe góry.

      Moim zdaniem bardzo ciekawy film, a jego bohater to odważny prowokator. Ryzykując niezrozumienie, potępienie widza za próżność i narcyzm, czemu zresztą nie zaprzecza, przyznając się do tej jednej z podstawowych ludzkich cech, prowokuje do przemyśleń i oceny dobroczynności białych – najłatwiej jest bowiem biednemu rzucić pieniądze, pojechać i poeksperymentować na nim medycznie, i czerpać z tego samosatysfakcję, trudniej jest, albo jest to wręcz niebezpieczne dla białego, podzielić się z czarnym swoim mieszkaniem, stanowiskiem, własnością, wpływając wcześniej na jego wyższą świadomość, którą wcześniej nadszarpnął przez lata kolonializmu.
      Polecam ten film i radzę wytrzymać do końca. I nie uważać Martensa za idiotę!”
      autor: DA na forum-filmowe.pl

    • sebaforce napisał(a) dnia 06 lut o godz. 12:17

      Do „ubikxxx-a”:
      Absolutnie nie zgadzam się z autorem recenzji. Martens wybrał bowiem bezpieczny dystans, strefę „buntu” (tutaj: happeningu) tak odległą od świata, w której możesz krzyczeć do woli i nie ponosić z tego tytułu żadnych konsekwencji (moment, w którym agencja chce cofnąć mu akredytację, jest wręcz śmieszną karą w zestawieniu z tłem jego idiotycznego „projektu”); z której możesz w każdej chwili się wycofać (bo bieda nie dotyczy przecież ciebie). Dlaczego Martens nie przeprowadził swego eksperymentu na Wall Street? Bo wcześniej wpadł na ten pomysł M. Moore? Nie sądzę. Martens po prostu niczym nie różni się od dziennikarza goniącego za sensacją, która „p-sze państwa, się najlepiej sprzedaje” (K. Staszewski). Tutaj szokuje jednak nie pomysł, a głupota autora. Myślę, że najlepszym sprawdzianem dla tego wybryku (jeśli ktoś woli „eksperymentu” lub „projektu”) będzie nakręcenie dokumentu pod hipotetycznym tytułem „Świat po Martensie”, w którym tym samym postaciom zada się pytania: Czy film Martensa zmienił coś w Twoim życiu? Czy jest Ci lżej na duszy? Czy organizacje pozarządowe stały się dzięki temu lepsze? Czy więcej jesz? Czy radujesz się swą biedą?

    Manifest

    Naszym celem jest zapewnienie dostępu do ciekawych oraz unikatowych filmów wszystkim zainteresowanym. Strona ma charakter niekomercyjny i nie pobieramy od nikogo żadnych opłat. Wychodzimy naprzeciw zapotrzebowaniom, poniewaź obecnie panuje deficyt stron internetowych z ciekawymi filmami.

    Mimo likwidacji Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk w 1989 roku w Polsce nadal dochodzi do ograniczania swobód obywatelskich w zakresie wolności wyrażania poglądów i twórczości artystycznej. Zmieniła się forma: miejsce oficjalnej cenzury prewencyjnej zajęła nieoficjalna cenzura represyjna, posługująca się naciskiem ekonomicznym, prawnym lub administracyjnym do tłumienia, zatrzymywania eliminowania tych dzieł sztuki i wypowiedzi, które nie są zgodne z ideologią polityczną, normami obyczajowymi, doktrynami religijnymi bądź polityką korporacyjną.

    Korzystamy z wolności korzystania z dóbr kultury, które są prawem człowieka zapisanym w Powszechnej Deklaracji: "Każdy człowiek ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym swojej społeczności, do korzystania ze zdobyczy kultury, do uczestniczenia w postępie nauki i do korzystania z jej dobrodziejstw".