Fotograf wojenny
produkcja: Szwajcaria
reżyseria: Christian Frei
zdjęcia: Peter Indergand
rok produkcji: 2001
czas trwania: 96 minuty
język: polskie napisy
Reżyser Christian Frei dokonał w swoim filmie niezwykłego zabiegu. Do aparatu fotograficznego Nachtweya umocował miniaturową kamerę. Dzięki temu widz ma szansę ujrzeć świat niemal z perspektywy fotografa. Przez dwa lata kamera stale towarzyszyła Nachtweyowi w pracy: wśród płonących domów na terenie byłej Jugosławii, podczas ekshumacji pomordowanych w Kosowie, w oparach łzawiącego gazu w Palestynie. Uzupełniające przekaz wizualny wypowiedzi współpracowników i przyjaciół Nachtweya pozwalają nie tylko śledzić sposób powstawania konkretnych ujęć, ale także dostrzec emocje, jakie każą mu nacisnąć przycisk aparatu.
Pamiętam, kiedy spotkałem go po raz pierwszy. Miał przedziałek, wyprasowane dżinsy i nieskazitelną koszulę. Pośród kurzu i chaosu stał człowiek, którego nigdy przedtem nie widziałem, i robił zdjęcia. Nie spieszył się jak inni. Był dosyć spokojny, kiedy stojący obok fotograf z Południowej Afryki został zabity – tak wspomina pierwsze spotkanie z fotografem wojennym, Jamesem Nachtweyem, jeden z jego znajomych. Kamery telewizyjne uchwyciły dramatyzm chwili, w której James pomagał wynieść rannych kolegów spod ognia. Każdy kolejny pocisk mógł trafić jego.Jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, oznacza to, że nie byłeś dostatecznie blisko – głosiło motto Roberta Capy, jednego z najbardziej znanych fotoreporterów wojennych. Nachtwey wydaje się wyznawać podobną zasadę, pamiętając o losie Capy zabitego w Wietnamie.
James swoją pasję odnalazł jeszcze w latach 70., pod koniec wojny wietnamskiej. Zafascynowany siłą oddziaływania fotografii chciał za jej pomocą pokazać bezsens zbrojnych konfliktów i wojen. W 1985 roku rozpoczął pracę w jednej z nowojorskich agencji. Od tamtego czasu wyruszał w różne, odległe części świata. Był w Rwandzie, kiedy rozpoczęły się krwawe walki plemion Tutsi i Hutu. Świat obiegły wstrząsające obrazy masakry oraz klęski wywołanej epidemią cholery, jaka wybuchła w rozdzieranym wojną regionie. Był w Indonezji podczas upadku reżimu generała Suharto. Relacjonował konflikty w Czeczenii i w Kosowie.
/?php bloginfo('name'); ?>



















stalak napisał(a) dnia 16 kwi o godz. 01:04
Aż dziw że ten film pojawił się dopiero teraz i aż dziw że jego nikt nie skomentował. Najlepszy dramat "wojenny" ostatnich lat, tą pozycje kązdy szanowny lód myślący powinien oglądnąć! POLECAM
TB napisał(a) dnia 17 kwi o godz. 09:52
Nie ma co się zachwycać nad ich dorobkiem, ponieważ normalnie to zajęcie nie powinno nawet istnieć. Ale niestety przywódcy państwowi i religijni rozpętują całe zło, przez co nadają dziennikarzom wojennym temat do reportarzów. Dlatego będę szczęśliwy i bohater filmu pewnie też, kiedy wszyscy reporterzy wojenni pewnego dnia stracą pracę, gdyż zabraknie obiektu do udokumentowania w tym temacie. Ten film tylko potwierdza to co już dawno zrozumiałem – ponieważ we Wszechświecie nic nie umiera a jedynie zmienia swój stan istnienia, więc śmierć nie istnieje. Ale na tej planecie to my, ludzie jesteśmy Śmiercią. Człowiek zadaje śmierć, więc jest Śmiercią. Jesteśmy Śmiercią na tej planecie i tej planety i w żaden inny sposób Śmierć nie istnieje. Człowiek=Śmierć.
wiex napisał(a) dnia 10 cze o godz. 06:31
LUD REPORTAŻE……
uo napisał(a) dnia 19 mar o godz. 12:28
tak samo jak nie powinno istniec wojsko i wojna ale trzeba miec troche odwagi zeby wyruszyc na front i zeby pokazac swiatu co tam sie dzieje. mysle ze zaden dziennikarz wojenny nie jest zadowolony z tego ze wlasnie cos takiego musi uwieczniac, to nie jest ich wina ze wlasnie tak sie dzieje, oni po prostu dokumentuja rzeczywistosc, wiec twoja wypowiedz TB jest troche bez sensu
LD napisał(a) dnia 14 kwi o godz. 21:15
Genialny dokument. Owaga, cierpienie, bezradność, bezsilność, gniew, frustracja, okrutność – wszystko to i jeszcze więcej..