Richard Dawkins – Wrogowie rozumu

Dwuczęściowy telewizyjny film dokumentalny, którego scenariusz napisał i który wyreżyserował brytyjski naukowiec Richard Dawkins.

Czy rozsądne jest by martwi mogli komunikować się z żywymi i radzić im jak mają żyć? Co myślisz o wbijaniu igieł w ciało, by poczuć przepływ energii Chi i wyleczyć się z chorób? Albo wyginaniu łyżeczek samym tylko umysłem? Czy jest to racjonalne?

Richard Dawkins nie sądzi by tak było i uważa za swój obowiązek przedstawić te obszary przekonań, które istnieją bez naukowego dowodu i wciąż trzymają ludzi w mocy zaklęcia. Spotyka się z czołowymi zwolennikami, ludźmi mającymi autorytet w swojej dziedzinie. także z ofiarami ich praktyk i przedstawia historię tych ruchów – od szarlatanów, którzy wykorzystują te techniki, po eksperymenty i testy, które nie dowiodły ich skuteczności.

Film został po raz pierwszy wyemitowany w sierpniu 2007 przez stację telewizyjną Channel 4 w Wielkiej Brytanii, jako swobodna kontynuacja innego filmu dokumentalnego „Źródło wszelkiego zła?”.

1_98.jpg (30 KB) 2_8.jpg (32 KB) 3_30.jpg (48 KB) 4_19.jpg (39 KB)

Pobierz:

Odcinek 1: Niewolnicy przesądów
Odcinek 2: Nieracjonalna służba zdrowia
Napisy PL

    « Pobierz film wygodnie »
    używając JDownloader lub FreeRapid Downloader »

    Komentarze

    • Hans napisał(a) dnia 11 sty o godz. 19:53

      Dawkins chyba zmierza w kierunku technokratyzmu. Popularność astrologi czy medycyny alternatywnej tłumaczy w oparach spisku przeciwko rozumowi, jak na takiego wolnomyśliciela przystało powinien sięgnąć chociażby do filozofii czy historii by dojść do wniosku, że ludzie wykazują coraz większe obawy przed „mechanizacją” życia. Postęp służy dzisiaj nielicznym dlatego cała reszta ucieka w mistykę. Tak na prawdę film przypomina wyśmiewane przez Dawkinsa teorie spiskowe, niczego nie tłumaczy rzucając oskarżenia.

    • Fx napisał(a) dnia 12 sty o godz. 00:17

      Nadchodzi smutny czas New Age… ;( Oby się szybko skończył (tak jak i nasz żywot się TU skończy)

    • Wiślanka napisał(a) dnia 12 sty o godz. 14:02

      Też uważam, że Dawkins niechcący upodobnił się do tych, których zwalcza. Jestem ateistką i mam mocno sceptyczno-krytyczny stosunek do rzeczywistości, więc w większości jego argumenty do mnie trafiają. Niestety, sposób w jaki je prezentuje jest nieakceptowalny.

    • sober napisał(a) dnia 13 sty o godz. 16:54

      Ewidentnie widać, że np. homeopatia jest bzdurą, można tu mówić jedynie o znanym efekcie placebo, i tyle. Jakich argumentów jeszcze potrzebujecie? Zresztą żadna z tych osób, z którymi rozmawiał Dawkins nie umiała wyjaśnić tego, czym się właściwie zajmuje.

      Moim zdaniem facet ma rację, bo wiara w głupoty rośnie w siłę i bardzo dobrze, że jest ktoś, kto pragnie te idiotyzmy publicznie obnażać.

    • Partyzant napisał(a) dnia 14 sty o godz. 09:16

      *Wiślanka* możesz jaśniej.
      Dla mnie Dawkins podchodzi na zimno do tematu bo inaczej sie nie da. Czemu ktoś ci może powiedzieć prosto w twarz że jak nie wierzysz w anioły, siedemnasty wymiar i piąty czakram co jest oczywiste i udowodnione przez majów to znaczy że coś z tobą nie tak i powinieneś się leczyć, najlepiej u nich. Medycyna współczesna tak jak farmacja to wielka wiedza i nauka, to że te dziedziny kojarzą się nam bardziej z biznesem i polityką niż z pomocą to często nie ich wina. Facet ma racje że to samo mógłby robić lekarz czyli gadać o duperelach z pacjentem, tylko że lekarz nie ma czasu a przychodnia kojarzy nam się raczej z czymś zimnym, z miejscem gdzie się przychodzi po receptę i drogie leki, a nie gdzie ci masują stopy i robią laske.

      P.S. Tylko jeden człowiek wydaje rozkaz i naciska guzik odpalając bombę atomową, winny jest cały świat nauki i naukowcy.

    • Partyzant napisał(a) dnia 14 sty o godz. 10:29

      Jak by ktoś potrzebował piecyk gazowy do łazienki to mam w ofercie całkiem nowy produkt. Nowa firma ZINO nie znajdziecie jej w necie. Jest to przełomowa technologia kosmiczna przyszłości. Piecyk jest hiperdozowy, nafazowany plazmą, jest zrobiony z bimetalicznegopolistopu, ma galwaniczno kalfaktoniczny fazer który zużywa jedną setną energii. Ma też magnetyzer jonizacyjny. Działanie jest proste, pobierając gaz najpierw wzbogaca go magnesując jednorodnie wzdłuż osi magnetycznej ziemi układając molekuły gazu w poprzek płomienia potem fazując nadaje mu kształt kulisty, cały zapłon odbywa się laserowo, na końcu jonizuje co daje niesamowitą wydajność 1630 palseków na jedną jednostkę dżina. Niestety nie da się tego przeliczyć na waty ponieważ to jest całkiem inne ciepło. Widziałem to uwierzcie mi na słowo. Do tego ma wieczystą gwarancje i gwarancje skarbu państwa. Można za dopłatą przedłużyć gwarancje o następną wieczystość.

      P.S. Ciepło z piecyka bardzo pozytywnie wpływa na siódmy czakram.

    • sober napisał(a) dnia 14 sty o godz. 18:08

      A czy ten piecyk ma możliwość przejmowania ciepła, które ja bym chciał wysłać do niego mentalnie? Bo pamiętam, jakie fajne ciepło dawał piec kaflowy, który mieliśmy ongiś na wsi i ja bym chciał, aby ten piecyk mógł przejąć to ciepło. Znaczy ja bym właśnie mentalnie przesłał to ciepło do niego, podczas medytacji w 34. wymiarze, a on by mnie nim potem grzał – tak jak ten piec kaflowy, bo to by było tak naprawdę to samo ciepło sprzed lat. Chyba można, co nie?

    • Hans napisał(a) dnia 16 sty o godz. 19:31

      Pokusił bym się o wniosek, iż łatwość z jaką przyszło wam wymyślenie takich nie bójmy się użyć słowa, bzdur wynika właśnie z wszechobecności np. pseudonaukowych teorii uzasadniających potrzebę kupienia przez nas danego urządzenia i jego skuteczności. Większość firm handlujących rozmaitymi medykamentami rzekomo naturalnymi, nie wspominając o Amwayu używa w reklamach swoich produktów naukowego języka vel. bioaktywne molekuły. Marketing internetowy byłby chyba najlepszym przykładem słowotwórstwa i mitomani. Świat pozorów, bajeczek okrywających okrutną rzeczywistość, reklamy przeniknął do naszego sposobu odbierania świata, życia. Mimo, że mamy świadomość pozorności, fikcyjności wykonywanych przez nas rytuałów w codziennym życiu, nie rezygnujemy z nich. To ewidentnie objaw cynizmu, który okrywany jest przykrywką pseudo duchowości. Tak właśnie utowarowione społeczeństwo okrywa swą nędze.

    • Wiślanka napisał(a) dnia 18 sty o godz. 17:53

      Partyzant, tu nie chodzi o zimne i bezpośrednie podejście do tematu, tylko niestety rodzaj pewnego „fanatyzmu”, czegoś niewytłumaczalnego, co sprawia, że patrząc/czytając teksty Dawkinsa mam wrażenie, że to kolejny zaślepiony misjonarz próbujący z nadgorliwością i przejaskrawionym entuzjazmem przekonać mnie do swoich poglądów, z którymi większość rozsądnych ludzi i tak się zgadza. Po co więc ta szkaradna otoczka, która nie tylko zraża do niego co wrażliwszych, ale też kusi i daje okazje do nadinterpretacji jego sformuowań?
      Swoja drogą, miał ktoś może możliwość przeczytania oryginału Boga urojonego? Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, ale styl wydania polskiego delikatnie mówiąc nie był najlepszy. (Chociaż to akurat będę miała okazję zweryfikować czytając jego najnowsze dzieło odnośnie ewolucji).
      Hans, generalizacja też jest pewną formą uproszczenia, zubożenia, nie sądzisz?

    • sober napisał(a) dnia 18 sty o godz. 18:43

      Bez przesady. Można nie zgadzać się z Dawkinsem, czy też krytykować go za to, że w ogóle podejmuje takie działania, jak w tym filmie, że być może niepotrzebnie stara się przekonać widzów do pewnych poglądów, lecz myślę, że zapędza się ten, kto twierdzi, że mamy do czynienia z fanatyzmem.

    • Hans napisał(a) dnia 18 sty o godz. 22:00

      Jeśli odnosisz ten „zarzut” do moich słów to odpowiem, iż jest to generalizacja konieczna do sformułowania jakiejkolwiek tezy. Bez takiej dozy generalizacji, ja użył bym słowa uniwersalności dryfowalibyśmy w próżni.

      Język Dawkinsa rzeczywiście jest ostry, zarzut fanatyzmu jest jednak nietrafiony jeśli odwołujesz się jedynie do formy, kształtu przekazu. To klasycznie liberalne założenie, że istnieje obiektywność, jakaś forma nie narzucająca sposobu myślenia. Jest to oczywiście założenie błędne, już na poziomie języka (myślimy słowami) jesteśmy zniewoleni poprzez odpowiednie zaprogramowanie słów poprzez dominującą ideologię. Wolność, demokracja, równość. Ideologia jest tym poprzez co odbieramy świat, nie możliwe jest „czyste”, nienaruszone odbieranie świata. Zawsze jest on zniekształcony przez formę interpretacji. Każdy z nas jest fanatykiem zaś różni nas to, że jedni są nimi świadomie (opowiadając się np. za daną teorią polityczną, filozoficzną) a inni nieświadomie (wierząc w mit obiektywności) Inaczej – wszyscy jesteśmy ideologami (fanatykami) w codziennym życiu ale nie wszyscy w teorii.

      (To co napisałem opiera się na założeniu, że wierzysz w obiektywność. Tak wywnioskowałem z tych niewielu zdań które napisałaś, oczywiście mogłem się pomylić a moje założenie okaże się błędne. By współistnieć choćby społecznie musimy symbolizować, uniwersyfikować i generalizować. Inaczej współczesne społeczeństwa czekał by całkowity rozpad.)

    • Wiślanka napisał(a) dnia 19 sty o godz. 10:43

      Widzę, że w pełni skoncentrowaliście się na jednym słowie, które zostało użyte w kontekście, który (jak wierzyłam) udało mi się przedstawić. Fanatykami nie określam obrońców swoich przekonań ani ludzi, którzy swoim życiem realizują (bardziej lub mniej świadomie) którąkolwiek ideologię. To oczywiste, że nie da się od tego uciec.
      Chodziło mi jedynie o „fanatycznawy” styl Dawkinsa. I tylko o to. Jeśli chcecie tu rozstrząsać czy przesadziłam i czy można było ująć to inaczej – to z pewnością tak. Mnie on się kojarzy „w tę stronę”, Wam wydaje się neutralny i akceptowalny. Nie potrzebne są sprzeczki, bo to indywidualny odbiór każdego. Ja niestety mam dość wysoki próg wymagalności.
      Co do generalizowania to znowu nie koncentrowałabym się na definicjach, bo to nic odkrywczego, że do prób sformuowania tez potrzebne są uogólnienia. Zabolało mnie tylko to, że często czyta się (ok, byłam akurat po lekturze art. Hołowni n.t. ludzi w korporacjach i ich ograniczonych horyzontach myślowym – stąd może przyczepiłam się do tego fragmentu), o tym jakie to nasze społeczeństwo jest utowarowione, ubogie, ogłupione, zmanipulowane itp. Ok, może w 99% tak jest, ale w takim razie moje otoczenie mieści się w tym 1%, a w to z kolei trudno mi uwierzyć; aż taką farciarą nie jestem.

    • Hans napisał(a) dnia 19 sty o godz. 14:56

      W pierwszym zdaniu piszesz coś czemu przeczysz w ostatnim. Jeśli wszyscy tkwimy w sieci ideologi, która realizuje się głównie poprzez nasze działania to ten 1% żyjący wokół ciebie musiał by całkowicie odizolować się odrzucając system społeczny . Jeśli tego nie zrobił to świadczy o tym, iż nie potrafisz odróżnić fałszu (pozorów) od ideologi. Ich działania wyznacza wolny rynek gdyż obowiązujący system społeczny jest zbudowany na jego podbudowie a jego nadbudową jest ideologia wolnego rynku – neoliberalizm.

      Tutaj ewidentnie ścierają się dwa sposoby patrzenia na świat, neoliberalny (mikroekonomiczny – stawiający w centrum jednostkę jej działania i wybory) i marksistowski, lewicowy (akceptujący źródła zachowań jednostek – system społeczny, ideologię). Dzisiaj ten marksistowski jest w odwrocie i trzeba wykonać sporą pracę by go zrozumieć. W feudalizmie jednostki podlegały bezpośredniej dominacji innych jednostek (pan feudalny – wasal, dziedzic – chłop). Dziś stosunki między jednostkami są bezosobowe jednak wszystkie one podlegają kontroli systemu stosunków społecznych (nad którym nie mają absolutnie kontroli) a właśnie od niego zależy ich reprodukcja jako bytów społecznych. Podsumowując – to, że twoje otoczenie jest „utowarowione, ubogie, ogłupione, zmanipulowane” wynika nie z ich zachowań, wyborów tylko narzuconej mu struktury społecznej. Co oczywiście prowadzi nas do wniosku, iż to nie jest ich wina ( Czego pewnie starał dowieść kato liberał Hołownia) To czysto liberalna abstrakcja wolnego wyboru.

    • Hans napisał(a) dnia 19 sty o godz. 15:01

      Oczywiście mam na myśli, że Hołownia starał się udowodnić, że to ich wina, zależy to od nich czyli mają wolny wybór.

    • Wiślanka napisał(a) dnia 19 sty o godz. 15:38

      Za wszelką cenę chcesz udowodnić, że się mylę, przeczę sama sobie i nie mam racji. Twoje prawo.
      Doszliśmy do momentu, w którym przestaję się tłumaczyć z tego co napisałam i wyjaśniać, że przyznając rację jednemu twierdzeniu mogę później „logicznie” zaprzeczać jego części argumentując to w środkowej częśći wypowiedzi. Ale nie zamierzam tu cytować samej siebie.
      Temat dawno już odszedł od pierwotnego i „ścieranie się” na zasadzie wytykania niekonsekwencji można uznać za a) sztuczne podtrzymywanie tematu, b) usilne, umyślne, specjalne wytwarzanie atmosfery niezrozumienia lub c) zwykłą chęć pisania dla samego wklikiwania zgrzebnych, okrągłych zdanek, które może i cieszą oko, ale nie przyczyniają się do wzajemnego poznania. Ok, przecież nie o to chodzi żebyśmy się zgadzali tylko wymieniali poglądy. Choć moim zdaniem (i tym razem będziesz mógł mi coś zarzucić) w gruncie rzeczy nasze poglądy nie różnią sie tak diametralnie.
      Nie powinno Cię „dziwić”, że nie chcę być wrzucona do jednego wora „społeczeństwa”, do którego i tak chcąc nie chcąc przynależę, ale obce jest mi podejście fatalistyczne, które mam wrażenie bliższe jest Tobie. Daleka też jestem od używania tych wszystkich wyszukanych określeń, które bardziej sprawdzają się w opisywaniu życia polityczno-historycznego, a nie mojego (wiem, wiem, nie istnieję w oderwaniu od polityki, która steruje moim życiem i historii, która me miejsce ukształtowała).
      Napisz mi co konkretnie rozumiesz pod pojęciem systemu kontroli stosunków społecznych, bo trochę to dla mnie enigmatyczne. Chodzi Ci o te wszystkie zakazy i nakazy, jakie są nam wbijane do głowy za młodu, a ich przestrzeganie pilnie strzeżone przez tzw. społeczeństwo? Czy może o zinstytualizowane formy tegoż?
      Niedawno miałam dość ciekawą rozmowę ze starszym już niepraktykującym katolikiem. Rozmawialiśmy o wychowaniu, systemach wartości i o tym co nas kształtuje. Z jego strony (facet blisko 50 lat ode mnie starszy) padło mnóstwo stwierdzeń, które mnie zmroziły – polegających m.in. na tym, że powinniśmy doceniać i dziękować religijnemu wychowaniu za to, że odróżniamy dobro od zła, że się wzajemnie nie zabijamy i ogólnie panuje względny ład i spokój. Zapytałam go czy naprawdę uważa, że jedynie religia i świadomość kary za złe uczynki jest w stanie trzymać w ryzach społeczeństwo. Był przekonany, że tak.. I niestety nie jest przypadkiem odosobnionym, więc może powinnam podziękować katolickim początkom? Dobra, to nie było śmieszne.
      „Reprodukcja jako bytów społecznych”? Litości…
      Swoją drogą jakoś lepiej mi się żyje w ułudzie wolności i niezależności, a także wyjątkowości i niepowtarzalności. Nie odbieraj mi tego. Nie piszę doktoratu ani z socjologii ani innych stosunków miedzyludzkich, więc nie muszę być tak dogłębnie zanużona w ten temat. Ten fatalizm jakoś mnie przytłacza, Ciebie nie?

      P.S. Ciekawe kiedy podziękują nam na tym forum za rozpisywanie się nie na temat..
      P.S.S. Nie wytykaj mi znowu braku spójności i tego, że w pierwszej części się oburzam i wręcz obrażam, a w drugiej zadaję jakieś tam pytania, na które odpowiedź implikuje ciąg dalszy.

    • Hans napisał(a) dnia 19 sty o godz. 17:27

      Absolutnie moją intencją nie jest wytykanie Ci błędów czy omyłek. Uważam, że temat wcale nie oddalił się od pierwotnego a analitycznie pogłębił. Postarałem się zająć „mesjanistyczne”, narzucające stanowisko (co chyba miałaś na myśli pisząc o rozmowie ze starszym katolikiem), którego zrozumienie traktuje jako klucz do tematu.

      Liberalizm wraz z niesioną przez siebie kulturą postmodernizmu narzuca pewien sposób patrzenia na świat. Obawia się „myśli mocnej”, uogulniających (według liberalizmu) wyjaśnień. Każe wierzyć, iż rzeczywistość jest zbyt skomplikowana by móc wyjaśnić ja posługując się jakimś uniwersum czy inaczej ujmując kluczem. Rzeczywistość wydaje się kłębem fragmętów, nie widać gdzie się łączą gdzie rozdzielają. Jako lewicowiec jestem przeciwnikiem takiego podejścia, zwolennikiem tzw. metanarracji. Wierze (tak wierzę), że rzeczywistość można odrzeć z komplikacji i przejrzeć na wylot dostrzegając sedno – prostotę, klasowość mówiąc po marksistowsku. Setki lat niekończącej się walki o dominację jednej grupy społecznej nad innymi. Ten proces cały czas trwa.

      Nie napisałem „system kontroli stosunków społecznych” lecz „Dziś stosunki między jednostkami są bezosobowe jednak wszystkie one podlegają kontroli systemu stosunków społecznych” Czyli jednostki kontrolowane są przez system społeczny. Przez system społeczny rozumiem obrót towarowy, pieniężny, kapitalistyczny a więc ogół zasad (głównie ekonomicznych), którym podlega jednostka, podmiot.

      U mnie jest na odwrót, ułuda powoduje jeszcze większą rozpacz i poczucie bezsilności. Pozory wolności, równości, niezależności, indywidualności traktuje jako bardziej wyrafinowaną, perfidną formę zniewolenia, która powoduje między innymi korozje charakteru jednostek które nie dostrzegając źródła swojego położenia, zniewolenia stają się w różny sposób egoistyczne, perfidne, znerwicowane, zbyt otwarte, zbyt zamknięte, wyalienowane, zbyt miłosierne tracąc swoje życie itd. – po prostu zniszczone, zniekształcone w różny sposób.

      Nie nazwał bym tego fatalizmem lecz prawdą, trudną (tak przytłaczającą) ale lepszą od fałszu.

    • Hans napisał(a) dnia 19 sty o godz. 17:38

      Wracając jeszcze do mesjanizmu. Mamy dziś bardzo dokładnie określone co możemy zrobić i powiedzieć a czego nie. Na poziomie zdrowego rozsądku możemy tylko reprodukować istniejący porządek, jego zakwestionowanie, wykazanie jego fikcyjności, nietrwałości wymaga ślepej wiary, która z perspektywy sceptycznego rozsądku wydaje się szalona ale jeśli „empiryczna mądrość ograniczona horyzontem panującego zdrowego rozsądku nie jest w stanie dostarczyć nam potrzebnych odpowiedzi. Musimy zaryzykować ślepą wiarę” To także odnośnie tematu czyli Dawkinsa.

    • Wiślanka napisał(a) dnia 19 sty o godz. 18:00

      No dobrze. Skoro już „zdajemy sobie sprawę” ze swojego położenia – może nie do końca, ale przynajmniej czujemy, że nie wszystko może być tak jak się nam wydaje, co już samo burzy to słodkie uczucie pewności i bezpieczeństwa- co powinniśmy z tym zrobić? I czy w ogóle jesteśmy w stanie w jakikolwiek sposób na to wpłynąć? Czy jedyne co nam zostało to pogodzenie się z, jak to nazwałeś, przytłaczającą prawdą, ale czy to z kolei jest do udźwignięcia? Owszem, z drugiej strony „mamienie się” rozmaitymi wizjami, które nijak nie przystają do rzeczywistości niczym nie różni się od wierzenia w inne pocieszacze czy siły opiekuńcze jakie serwuje nam np. religia, ale nadal uważam, że to jakby „krok dalej” we właściwą stronę.
      Z liberalizmem jest też chyba tak, że jego ogólnikowość sprawia, iż nie można w tym duchu zająć zdecydowanego stanowiska w żadnej sprawie (ale o tym już wspomniałeś). Może więc, o rzeczach dla nas istotnych musimy mówić z zapałem, który przez niektórych :) będzie odbierany jako fanatyzm. Nadal jednak skłaniam się ku temu, że silne argumenty obronią się same, a logika powinna przemawiać do wszystkich (z akcentem na powinna).
      Może się czepiam z tym równaniem treści do formy…
      Swoją drogą, może ułuda jak i wszystkie inne ułatwiacze życia – mimo, że ograniczają – to jednak pomagają i z dużą dozą wyrozumiałości dla siebie samych powinniśmy je sobie aplikować? I czy (jak już przy tym jesteśmy) nasze codziennie życie, które staramy się sami kształtować może – po wielu latach – zdawać się nam nieprawdziwym i iluzorycznym? A jeśli tak, to kto to wytrzyma? Nie mówię tu o przypadkach rozczarowań, kiedy mogło się postąpić inaczej, ale o sytuacjach, w których świadomość tego, że mamy ograniczone pole manewru czy ogólna bezsilność prowadzą do rozpaczy. Czy żeby wyjść z tzw. dołka nie musimy czasem sami sobie czymś pomóc i czy tym czymś nie jest właśnie tworzenie odpowiadających nam rzeczywistości?
      Wiem, strasznie to niespójne, ale jestem pewna, że uchwycisz przekaz.

    • Hans napisał(a) dnia 19 sty o godz. 20:57

      Jestem trochę zmęczony więc nie wiem czy to co napisze będzie dość jasne ale…

      Tutaj natrafiamy na problem. Wiemy, że reprodukujemy system społeczny biorąc udział w wyborach, chodząc do szkoły bądź na uczelnie, pracując, jednak dalej to robimy. Nie wystarczy wyprowadzić nas z błędu (oświecić) abyśmy przestali ulegać iluzji. My i tak już wszyscy wiemy, że ulegamy iluzji, a jednak dalej robimy „swoje”, pod tym względem staliśmy się cynikami. Dlatego problem nie dotyczy świadomości, dostępu do prawdy, godzenia się z nią lecz czynów, działań jakie podejmiemy.

      Jeśli widzimy niesprawiedliwość, nierówność, zniewolenie, wyzysk, dominacje itd. nie mamy wyjścia jak dotrzeć do źródła tych zjawisk. Formy w jakiej się one obecnie objawiają, formy która je usprawiedliwia i konstytuuje. Jest nią kapitalizm. Na poziomie języka naszym zadaniem jest obedrzeć go z fikcji, abstrakcji. „Naturalność” kapitalizmu jest tworem ideologicznym – pewną formą fikcji którą można poddać krytyce.

      Jedyna rzecz, która jest w stanie zrównoważyć nasze poczucie bezsilności, braku wpływu to podjęcie konkretnych działań przeciwko systemowi, który czyni nas bezsilnymi i bezbronnymi, który wyzyskuje, alienuje i upokarza. Są różne formy takich działań, jednak część z nich – ekologia, prawa człowieka/zwierząt, organizacje pozarządowe są tymi, które w żadnym stopniu nie zagrażają fundamentom kapitalizmu – stosunkom produkcji, własności.

      Innej recepty nie jestem w stanie wskazać. Ucieczka, izolacja nie są wyjściem a porażką. Tylko autentyczna działalność człowieka może powodować zmiany.

    • Wiślanka napisał(a) dnia 20 sty o godz. 11:08

      Chyba lepiej Cię rozumiem kiedy piszesz zmęczony ;)
      To prawda, że jedynie działanie jest w stanie coś zmienić, tylko czy w miarę rozgarnięty człowiek – oglądając to co się dookoła dzieje – nadal będzie wierzył, że jego mikroskopijne w skali światowej działanie coś da? Pracowałam w NGO’sach i podzielę się z Tobą dwoma wnioskami, jakie stamtąd wyniosłam. Po pierwsze, wiele osób pracuje tam by uspokoić swoje sumienie. Robię coś pozytywnego, charytatywnego, dla innych, coś na co mało ludzi ma czas i ochotę, więc jestem super, bo wyrabiam coś więcej niż tylko normę. Drugie spotrzeżenie – i to nie będzie odkrywcze – to masa naciągactwa, kumoterstwa, układów, prania kasy i robienia dobrego PR. To naprawdę potrafi zniechęcić.
      Czy kapitalizm naprawdę jest taki okropny? Masz pomysł na jakiś lepszy system? :)
      A może uważasz, że ludzie wcale nie potrzebują żadnego?
      Nie zgodzę się, że ucieczka lub izolacja są porażką. Niekiedy pozwalają na zachowanie równowagi psychicznej i nierzadko oszczędzają czas. Może to też złudne, ale przetestowane.
      Walka z systemem to walka z wiatrakami, chociaż to też brzmi jak wygodna wymówka by nic nie robić.

    • Hans napisał(a) dnia 20 sty o godz. 13:57

      Oczywiście zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami odnośnie NGO’sów. Rozwijając temat (z zewnątrz – nigdy nie pracowałem w żadnym NGO’sie), wiąże się z nimi nierozerwalnie dyskurs społeczeństwa obywatelskiego, które pierwotnie było lewicowym pomysłem na organizację ludzi powyżej sfery prywatnej ale poniżej/poza państwem. Ten pomysł został przechwycony i bardzo dobrze wykorzystany przez liberalizm m.innymi dla dekonstrukcji państwa socjalnego (Przeniesienie odpowiedzialności za służbę zdrowia, inwalidów, osoby starsze itd. na organizacje nie mające ani środków ani możliwości organizacyjnych by sprostać takim zadaniom) Obecnie organizacje pozarządowe to sfera wykwalifikowanych pracowników na etatach, których działalność ma bardzo mało wspólnego z dobrowolnością, ofiarnością itd. Ludzie przychodzący do NGO’sów, którzy rzeczywiście mają intencję by pomagać, pracować z ludźmi, coś zmieniać służą jako tania siła robocza i tworzą wokół zbiurokratyzowanych, zhierarchizowanych struktur tychże organizacji „przyjemną” otoczkę na pokaz.

      Czy kapitalizm jest taki okropny ? Myślę, że każdy z nas powinien samemu odnaleźć odpowiedź na to pytanie. Wokół nas jest tyle niesprawiedliwości , że każdy reaguje na nią w innym „miejscu” jednak według mnie kluczem jest zrozumienie faktu, że ma ona jedno źródło – kapitalizm. Akcentując to przy każdym najmniejszym podjętym przez nas działaniu (choćbyśmy dawali chleb bezdomnemu) jesteśmy w stanie wytworzyć siłę, która kiedyś swoje NIE skieruje w odpowiednim kierunku zmieniając swoje otoczenie, miejsce pracy, miasto, kraj, świat. Alternatyw wobec kapitalizmu jest nieskończenie wiele a najważniejszą ich siłą jest zakwestionowanie jakobyśmy ludzie, obywatele, mieszkańcy, pracownicy nie mogli sami rządzić własnymi życiami bez szefów i panów. Każdy system powstały w wyniku demokratycznego, wolnościowego działania ludzi będzie lepszy niż kapitalizm, nad którym nie mamy żadnej kontroli a w ostatecznym rozrachunku służy on jedynie garstce ludzi.

      Jak wspominałem wcześniej naturalność, trwałość kapitalizmu to pewna iluzja. W rzeczywistości nowożytne społeczeństwa płoną, toczą nieustanną walkę o śmierć i życie. Także tutaj w europie jednak wyzbywając się europocentryzmu i spoglądając na bliski wschód, chiny, afrykę ujrzymy to o wiele wyraźniej niż gdziekolwiek indziej. Ze świadomością tego podejmując nawet małe działania wokół nas wiemy, że to część wojny, wojny bogatych przeciwko biednym, wyzyskiwanym, wykluczonym itd. Dlatego chwytajmy za broń czy to co mamy pod ręką (chodzi mi o wybrane przez nas metody) i ruszajmy w bój, każdy w swój a zarazem nas wszystkich bo istniejemy tylko wtedy gdy jesteśmy wolni wraz z innymi ludźmi.

      „A może uważasz, że ludzie wcale nie potrzebują żadnego?”

      To jest raczej niemożliwe, człowiek zazwyczaj tworzy zbiór zasad, które umożliwiają mu współistnienie z innymi osobnikami (system) różnica jest taka, że kapitalizm został wprowadzony blisko 600 lat temu siłą (wojny, niewolnicy, kolonializm itd.) przez garstkę ku interesowi garstki (oczywiście podlegał zmianom i dziś wygląda inaczej niż wtedy jednak założenie pozostało bez zmian). Np. Anarchizm (najbardziej wolnościowa teoria polityczna) również postuluje istnienie niesamowicie zdecentralizowanego, egalitarnego systemu, który stanowi najwyższy wyraz porządku i organizacji społecznej (m. innymi bez udziału państwa).

    • Wiślanka napisał(a) dnia 20 sty o godz. 15:07

      No tak, ale czy nie uważasz, że ludzie w swojej naturze w jakimś stopniu potrzebują bycia zarządzanymi? Wszystko jest jasne, poukładane, przewidywalne, wygodne i daje poczucie pewności/bezpieczeństwa. Ludzie sami z siebie nie są wybitnie pracowici i ogromna większość wybierze nicnierobienie niż pracę. To odwieczny problem m.in. socjalizmu. Przy dzisiejszym zaawansowaniu technicznym potrzebne są ręce do produkcji/obsługi. Nie sądzisz, że taka wolność przyniosłaby więcej zmartwień i niewygód niż dyskomfort świadomości o tym, że nie wszystkim sterujemy?
      Wracając na moment do NGO’sów to oczywiście masz rację pisząc, że w obecnej formie nie realizują one szczytnych celów jakie z początku były im bliskie. Większość ludzi przychodzi tam z otwartym sercem i wiarą w to, że coś zmienią/ komuś pomogą.
      W efekcie sami podlegają zmianie i to niekoniecznie na lepsze. Paru moich znajomych nadal „robi tam karierę”. I to jest chyba najlepsze określenie. Przyszli jako młodzi zapaleńcy, a po paru latach stają się cynicznymi pracownikami na etacie.
      Na domiar złego większość światowych organizacji tego typu to w rzeczywistości wielkie koncerny, które traktują udzielani pomocy jako kolejną działkę biznesową i z realnymi działaniami mają naprawdę niewiele wspólnego. Środki, które są zbierane na pomoc ostatecznie są przeznaczane na pensje, biurokrację i inne „administracyjne” wydatki. Znam jedną polską firmę, której właścicielem jest afrykańczyk. Dostał od państwa dotację na budowę szkoły w kenijskiej wiosce. Szkoły nikt nie widział, a na papierze pieniążki zostały zacnie spożytkowane. Ale może u nas tak z wszystkim i niepotrzebnie się czepiam?
      Generalnie, pomoc dla Afryki to temat rzeka. Najwięksi specjaliści, ludzie którzy naprawdę wiedzą o czym mówią od lat apelują o to, aby przede wszystkim inwestować w edukację, a tu nadal pompowane są ogromne sumy w krótkotrwałe i prowizoryczne akcje. Kraje, które mają doskonały potencjał jak np. Tanzania nie są w stanie same się wyżywić, mimo, że zyski z turystyki są ogromne, kraj nie narzeka na brak wody czy zasobów naturalnych i panuje w nim demokracja. Można zwalać na to, że kolonializm nie tylko ubezwłasnowolnił ale i nie przygotował obywateli na ten technologiczny, ustrojowy skok, na zmiany narzucone siłą, zupełnienie nieintegralne z tym jak żyło się tam wcześniej.
      Warto też na moment cofnąć się w czasy kiedy w Afryce działały jeszcze tradycyjne mechanizmy. Tam nikt nie pomagał na zasadach NGO’sów, nie było domów dziecka ani domów starców, szpitali czy przedszkoli. I nie dlatego, że byli tacy zacofani czy że sami na to nie wpadli, ale dlatego, że nie były potrzebne. Więzy rodzinne były na tyle silne i szerokie, że opiekowali się sobą nawzajem. Starsze dziecko młodszym, babcia wnukiem, wnuczek babcią itd. Nie było problemu sierot, bo tam każdy miał bliższą lub dalszą rodzinę. Ciekawostką są tu dzieci pogrobowców, urodzone po śmierci ojca. Czasem nawet parę lat po jego śmierci. W takich sytuacjach wdową zawsze opiekował się brat zmarłego (lewirat) lub ktoś z jego rodziny. Dzieci z tego związku nosiły nazwisko zmarłego ojca, dziedziczyły po nim i ogólnie były zapisywane „na jego konto”.
      Naturalna gospodarka nie pozwalała na pozostawienie jakiejkolwiek jednostki samej sobie. Nikt nie żył samotnie i do dziś w Afryce ktoś, kto np. spożywa posiłki w samotności uważany jest za czarownika mającego konszachty z mrocznymi mocami (nna rzecz, że tam we wszystkim widzą czary i magiczne siły…)

      Ciekawy system społeczny zaobserwowano u Ików. Nie wiem czy o nich słyszałeś? To lud zamieszkujący południowy Sudan, który został „odkryty” i zbadany dopiero w latach 60. Czytałam o tym w książce „Ikowie ludzie gór” Colina Turnbulla, w której to opisuje on ich zwyczaje i ogólnie obserwacje na temat zachodzących tam relacji. Co jest w tym takiego ciekawego i wyjątkowego? To grupa, która nie wykształciła żadnego języka, w związku z czym porozumiewają się ze sobą sporadycznie i raczej niezbyt wylewnie. Nikt nikomu nie pomaga, nikt się o nikogo nie troszczy, nikt nikogo nie kocha, a większość raczej się nienawidzi. Jeśli ktoś jest słaby lub chory zostaje w najlepszym razie zostawiony sam sobie, a nie rzadko cierpienia są mu skracane. Dzieci martwią się o siebie same i jak tylko (dosłownie) staną na nogi muszą dawać sobie rade same.
      Nie występują u nich żadne formy współpracy, nie polują, nie budują domostw. Każdy zjada to, co uzbiera z nikim się nie dzieląc. Można by rzecz, że są w pełni wolni, niczym zewnętrznym nieograniczeni, tylko czy tak ma wyglądać pełnia człowieczeństwa? Przeczytaj tę książkę jeśli gdzieś ją znajdziesz, z tego co pamiętam ostatnie wydanie pochodzi z początku lat 80.

    • Hans napisał(a) dnia 20 sty o godz. 16:45

      Na szybko:

      Człowiek jest kształtowany przez warunki w jakich żyje/jest zanurzony. Nie możemy do końca wiedzieć co jest dla człowieka naturalne a co nie, rozmowa w tych kategoriach była by rozmową ideologiczną (czyli w sferze narzuconej iluzji). Co innego było dla człowieka „naturalne” w XXVI czy XIX wieku, w feudalizmie, kapitalizmie państwowym, socjalizmie bloku wschodniego czy obecnej formie kapitalizmu. W sferze świadomości tym objawia się hegemonia danego panującego systemu społecznego, iż jawi się on jako jedyny, niepodważalny a wszelkie wartości, które z sobą niesie są naturalne dla człowieka. To całkowita fikcja (cały czas starałem się to przekazać).

      Kapitalizm, który mówi o swobodzie działania, wolności itd. w praktyce nie oferując tego wszystkiego wywołuje w ludziach poczucie bezsilności, bezradności. Wreszcie jego przemoc objawia się w uznaniu przez nas, iż potrzebujemy jego kontroli. Wystarczy otworzyć pierwszy lepszy podręcznik historii i zobaczymy setki jeśli nie tysiące lat dziejów człowieka przepełnionych walką o wolność, byt i godność. Dzisiejszy kapitalizm swój kształt w dużej mierze zawdzięcza rewolcie z 68 r. gdzie młodzi ludzie – studenci, robotnicy zakwestionowali paternalistyczny model kapitalizmu (uporządkowany, zmechanizowany – praca od do, produkcja masowa, jednakowość) w imię indywidualizmu, elastyczności, różnorodności. Większość tzw. demokratycznych osiągnięć zawdzięczamy walce proletariatu z burżuazją (włącznie z 8-godzinnym dniem pracy). Wszystkie trudne przemiany społeczne, którym zawdzięczamy kształt dzisiejszego świata zostały wydarte przez proletariat z rąk burżuazji. Wbrew temu co twierdzi liberalizm historia się nie skończyła a te przemiany nie dobiegły końca i nigdy nie dobiegną. Każdy system czy rząd, który twierdzi, że dotarliśmy do statecznego kształtu demokracji, wolności itd. jest tylko i wyłącznie dyktaturą, z którą wszelkimi sposobami powinniśmy walczyć. Cały czas ewoluujemy w kierunku wolności, stwierdzenie, że człowiek chce być kontrolowany przeczy całej historii, to dla człowieka śmierć.

      Jeśli chodzi o Afrykę, pomoc humanitarną to powiem krotko. Dopóki nie zniesione zostanie źródło wszelkiej biedy taka forma walki z nią jest tylko przykrywka dla innych celów. Na alterkinie znajduje się dokument „ciesz się biedą”, który opowiada o działaniu organizacji humanitarnych w krajach trzeciego świata. Wystarczy spojrzeć co się dzieje obecnie na Haiti, gdzie wojsko USA przejęło kontrole nad krajem. Patrząc na inne takie przypadki możemy być pewni, że zostanie tam na długo w celu „stabilizacji” oraz pod tym samym hasłem powoła przychylny sobie rząd. Kolejny kraj zostanie splądrowany i wykorzystany. I kto powiedział, że kolonializm się skończył.

      Jeśli chodzi o system społeczny Inków, to nic mi o nim nie wiadomo. To co opisujesz przypomina raczej prymitywną wersję kapitalizmu, który głoszą członkowie i sympatycy UPR. Mogę tylko podejrzewać, że takie zachowanie było uzasadnione np. trudnymi warunkami życia, położeniem, brakiem pożywienia, kultem religijnym itd. itp. Jednak zapewne nie miało to nic wspólnego z wolnością (moglibyśmy się spierać co do znaczenia terminu jednak dla mnie jeśli człowiek nie dzieli wolności wraz z innymi ludźmi np. współdziałając to nie możemy mówić o wolności). Masz rację, ci ludzie raczej wyzbyli się człowieczeństwa. Być może zapoznam się z tą książką.

    • Wiślanka napisał(a) dnia 20 sty o godz. 17:00

      Jak mawiał Clausewitz „najwięksi agresorzy zawsze uważają się za obrońców”.

      Ikowie, nie Inkowie ;)

      Można poczytać coś Twojego w wersji książkowej? :)

    • Hans napisał(a) dnia 20 sty o godz. 19:28

      Powtarzałem sobie Ikowie żeby nie pomylić z Inkami i zrobiłem to, pomyliłem :)

      Wszystko co napisałem wcześniej to podstawowa lewicowa wiedza, kropla w morzu. Mimo wszystko co zostało napisane, pamiętajmy – facta, non verba.

    • Wiślanka napisał(a) dnia 21 sty o godz. 10:11

      Tak jeszcze odnośnie Dawkinsa, nie wiem czy znasz http://www.racjonalista.pl. Można tam nie tylko poczytać więcej jego tekstów ale też dostać jego najnowszą książkę.

      Twój sposób pisania nasunął mi myśl, że możesz gdzieś wykładać, a co za tym idzie publikować – stąd pytanie. Ale skoro się pomyliłam – potraktuj to jako komplement ;)

    • Hans napisał(a) dnia 21 sty o godz. 21:56

      Czasem zaglądam na tą stronę aczkolwiek tematyka nurtująca osoby publikujące tam nie jest dla mnie najistotniejsza. Sam Dawkins także średnio leży w moim polu zainteresowań choć czasem zahacza jeśli idzie wyciągnąć bardziej „bazowe” wnioski.

      A dziękuję bardzo ;)

      Miło i owocnie się z Tobą dyskutowało.

    • Wiślanka napisał(a) dnia 27 sty o godz. 15:25

      :)

    • Janek napisał(a) dnia 28 sie o godz. 22:43

      Witam.Filmu nie oglądałem,ale chyba wiem o czym ten Pan prawi:)
      Osobiście odnoszę się dość sceptycznie…do wszystkiego,nie mam zdania na tak poważne tematy,bo dysponuje zbyt słabą widzą.Oglądałem raz jego rozmowę z jakimś innym naukowcem,na temat istnienia Boga,lub-w jego wypadku-nieistnienia.Tak się rozgadał,że sam sobie zaprzeczał.Twierdził,że tak,oczywiście musi być jakaś „większa inteligencja”,która w jakiś sposób ten świat „poukładała”,ale to nie Bóg:)Dla mnie to takie głupie gadanie.Poza tym myślenie racjonalnie,to tylko część nas…

    Manifest

    Naszym celem jest zapewnienie dostępu do ciekawych oraz unikatowych filmów wszystkim zainteresowanym. Strona ma charakter niekomercyjny i nie pobieramy od nikogo żadnych opłat. Wychodzimy naprzeciw zapotrzebowaniom, poniewaź obecnie panuje deficyt stron internetowych z ciekawymi filmami.

    Mimo likwidacji Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk w 1989 roku w Polsce nadal dochodzi do ograniczania swobód obywatelskich w zakresie wolności wyrażania poglądów i twórczości artystycznej. Zmieniła się forma: miejsce oficjalnej cenzury prewencyjnej zajęła nieoficjalna cenzura represyjna, posługująca się naciskiem ekonomicznym, prawnym lub administracyjnym do tłumienia, zatrzymywania eliminowania tych dzieł sztuki i wypowiedzi, które nie są zgodne z ideologią polityczną, normami obyczajowymi, doktrynami religijnymi bądź polityką korporacyjną.

    Korzystamy z wolności korzystania z dóbr kultury, które są prawem człowieka zapisanym w Powszechnej Deklaracji: "Każdy człowiek ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym swojej społeczności, do korzystania ze zdobyczy kultury, do uczestniczenia w postępie nauki i do korzystania z jej dobrodziejstw".