Wojna i pokój w Kolumbii
Kraj: USA/Kolumbia
Reżyseria: Scott Dalton, Margarita Martinez
Rok produkcji: 2004
Czas trwania:
Język: Polski lektor
Film opowiada o trójce młodych ludzi, którzy żyją na terenach kontrolowanych przez powiązane z narodowymi bojówkami gangi. Medellin w Kolumbii to miasto nastoletnich wdów z dziećmi. Ojcowie zginęli w niekończącej się wojnie domowej. Dla Edisona, Cielo i Jes sa, głównych bohaterów dokumentu, wojna prawicowych grup paramilitarnych i lewicowych guerrillas to tylko niebezpieczne potyczki ulicznych gangów, w których nie ma żadnych zasad. Poznajemy ludzi żyjących w koszmarze, o którym nie sposób zapomnieć.
Krwawość wojny domowej w Kolumbii stała się codziennością na długo, zanim wyrosło nowe pokolenie. Film przedstawia trzech członków paramilitarnej grupy na przestrzeni roku w mieście La Sierra, getcie kolumbijskim mieście Medellin.
„Bloque Metro” to grupa uzbrojonych nastolatków, powiązanych z prawicowymi ugrupowaniami, będących w zbrojnym konflikcie z lewicową bojówką kolumbijską ELN. Liderem „Bloque Metro” jest 22 letni, Edison Florez, który ma trudne relacje z rodziną, duży magazyn z bronią i 6 dzieci z różnymi kobietami. 19 letni, Jesus Martinez, który stracił rękę, gdy granat zbyt szybko wybuchł obok niego jest bliskim przyjacielem Edisona. Dźwigając karabiny dla „Bloque Metro”, pali marihuanę, wciąż radząc sobie z bólem psychicznym. Nie wyobraża sobie, żyć wystarczająco długo, aby móc obejrzeć narodziny własnego syna.
Poznajemy też Cielo Munoz, 17 letnią dziewczynę, będąca w ciąży z innym żołnierzem „Bloque Metro”, będącym obecnie w więzieniu. Jej były chłopak został zabity przez jej kuzyna, który należał do ELN.
Skupiając się na desperackiej nadziei i codziennym nihilizmie tych dzieci wojny, film „La Sierra” (Wojna i pokój w Kolumbii) miała swoją amerykańską premierę w 2005 roku, na 2005 Slamdance Film Festival.
/?php bloginfo('name'); ?>

















Hesław napisał(a) dnia 21 lut o godz. 16:15
Obraz nędzy i rozpaczy. I nie widać światełka w tym tunelu. Chyba że kolumbijczycy wezmą przykład z sąsiedniej Wenezueli. Tam już coś się błyska.
Boss napisał(a) dnia 08 mar o godz. 23:58
W Wenezueli coś błyska? Oprócz tego, że marnotrawią pieniądze z ropy naftowej i rządzi tam operetkowy Duce, to nic dobrego się tam nie dzieje: wolność mediów jest fikcją, a niezadowolenie społeczne wzrasta. Chavez nie likwiduje biedy w kraju – bo to nie sztuka rozdawać pieniądze na prawo i lewo, gdy ceny ropy są wysokie; ale co będzie, jak polecą na łeb? Jeśli coś błyska, to w Kolumbii, gdzie ostatnio ci znienawidzeni imperialiści pomogli (głównie ze względu na własny interes, żeby zatrzymać falę kokainy zalewającą Stany) kolumbijskiej armii rozgromić prawicowe i lewicowe terrorystyczne organizacje paramilitarne. Wbrew opowieściom skrajnych polityków, np. Chaveza, na terenach, gdzie kontrolowanych przez państwo ludność nie musi bać się terroru lokalnych watażków. Nie jestem fanem USA, ale w Kolumbii wykonują kawał dobrej roboty. Każda cena jest niska, aby zatrzymać wojnę domową i zalew kolumbijskiej kokainy!
Hesław napisał(a) dnia 09 mar o godz. 22:18
Błysnęło w tym znaczeniu, że Chavez wyciągnął rękę do ludzi z dzielnic nędzy, analfabetów żyjących w barrios, w fawelach, w obskurnych lepiankach, ludzi zepchniętych na margines, wykluczonych, nie posiadających żadnych praw. To nieprawda, że nic dobrego tam się nie dzieje. Dzięki umiejętnie wprowadzanym programom społecznym Chavez dał szansę tym wszystkim, którzy dotąd wegetowali w warunkach zbliżonych do zwierząt fermowych.
Nie wiem czy ‘Boss’ obejrzał choć jeden z trzech filmów o Wenezueli Chaveza dostępnych na Alterkinie. (Argumenty typu: „wolność mediów jest fikcją, a niezadowolenie społeczne wzrasta” znam dobrze z gazet). Polecam dokument „Chavez – droga do zwycięstwa?”. Żadna laurka, komentarz z dużym dystansem do „wodza”, ale jednak obiektywnie i rzetelnie informujący o tym, co tam się wydarzyło.
Widok 50, 60-latków uczących się czytać lub odbierających swoje pierwsze w życiu dowody tożsamości, widok dzieciaków mogących wreszcie trzy razy dziennie zjeść normalny posiłek, wyraźny wzrost samoświadomości i aktywności społecznej – to są niewątpliwe osiągnięcia (mimo donkiszoterii i gwiazdorstwa tego ich nietypowego „socjalisty”).
Obawiam się, iż mieszkańcy slumsów Medellin (nawet z pomocą Stanów Zjednoczonych rządzonych przez dziesięciu kolorowych demokratów) na takie luksusy socjalne nieprędko będą mogli liczyć.
Na co dzień daleki jestem od ideologicznych sporów, nie mam też zacięcia alterglobalisty-kontestatora. Mimo to uważam, że ta nasza „jedynie słuszna”, wolnorynkowa, unijno-globalna, neoliberalna wizja świata, ma dość poważną skazę – dziki, pazerny, bezmyślny konsumpcjonizm, który skutecznie zabija wrażliwość społeczną.
PS. Prawie mi się udało ani razu nie użyć słów: ropa i pieniądze ;-)
Pozdrawiam Bossa, Alterkino i alterkinomaniaków :-)